czwartek, 30 sierpnia 2012

Toksyczny


Nie uśmiechaj się tak groteskowo, bo twoje zęby budzą we mnie dziwny strach. Zamknij swoją paszczę. No dalej. Upiorny ten twój uśmiech, wiesz? Upodabnia ciebie do Pennywise'a. Zaczynam sobie zdawać sprawę, że wcale nie umiesz się ładnie uśmiechać – to tylko dziwaczna maskarada, sztuczność i farsa. Znasz takie słowo – farsa? Brzmi dosyć ładnie, tak leciutko, jak skrzydełka motyla... Tak, wiem, nie lubisz słuchać moich bredni. Przydałoby się tobie trochę wrażliwości, ty gburowata kukło. Może nawet więcej niż trochę. Co się tak patrzysz z pogardą? Mówię tylko prawdę. Czas najwyższy się przyzwyczajać. Nie zdajesz sobie nawet sprawy jak okropnie szczerzy mogą być ludzie. Owszem, potrafią! Nie śmiej się, to nie jest zabawne. Hej, gdzie idziesz? Ja chciałam dobrze...
 
I znowu popsułeś krzesło. To już czwarte w tym miesiącu. Ile razy mówiłam, żebyś trzymał się z daleka od mebli? Jeżeli chcesz czymś uderzyć o ścianę, to swoją głową, idioto! Co robisz? No co ty w ogóle robisz? Odejdź od tej ściany! Już! Jesteś naprawdę tak głupi, czy po prostu udajesz? Jeszcze trochę i nie wytrzymam. Wyślę ciebie do czubków, obiecuję. Omijaj krzesła szerokim łukiem. I nie zbliżaj się do tej przeklętej ściany. Zrozumiałeś? Nie uśmiechaj się do mnie! Już tobie tłumaczyłam, że boję się tej parodii uśmiechu. Nie cierpię jak się tak patrzysz. Najlepiej będzie jak już sobie pójdziesz. No, idź już sobie. Chyba trafisz do wyjścia, co?
 
Przepraszam. Słyszysz? Przepraszam. To mnie po prostu przerosło. Nie pomyślałam nawet, że tam pójdziesz. Gdybym wiedziała, nie nakrzyczałabym na ciebie. Czasami po prostu nie wytrzymuję twoich dziwactw. Są takie chwile, kiedy mnie przerażasz. Teraz jesteś zupełnie inny, ale wiem, że za jakiś czas znowu będziesz upiorny. Musisz mnie po prostu zrozumieć, postawić się na moim miejscu... Poczekaj, zostaw to. Ja się tym zajmę. No, pokaż. Nieźle się załatwiłeś. Ostatni raz wyszedłeś z domu sam. Nie chcę mieć ciebie na sumieniu. Zresztą, pewnie nie wytrzymałabym bez ciebie. Potrzebuję twojej obecności, tak jak ty potrzebujesz mojej. To wszystko jest takie poplątane i beznadziejne. Mam wrażenie, że nasze relacje... że nasz związek, jest toksyczny. Jestem już tobą otruta. I ciągle jeszcze bardziej się truję. Nie wiem, jak długo będę w stanie to wytrzymać... Już lepiej? No, widzisz, rana już opatrzona. Następnym razem, bardzo ciebie proszę, nie idź tam. Znowu oberwiesz. Dobrze?
Boję się. Tak okropnie się boję. Nie wiem, co będzie jutro, za tydzień, za miesiąc... Nie wiem czy dam radę dotrwać do końca roku. Czuję, że staję się coraz bardziej słaba. Byle co może mnie teraz złamać, zniszczyć, przygnieść do ziemi tak, że już nie wstanę. Dobrze wiem, że wtedy mi nie pomożesz, nie podasz mi ręki, nie pozszywasz ran... Nie kręć głową, znam prawdę. Tylko ty przed nią uciekasz, chowasz się, chociaż to i tak bez sensu. Prawda ciebie znajdzie. Zawsze. Znajdzie, brutalnie wyciągnie z kryjówki i nakopie w dupę. O tak. Jestem skazana na ciebie. Już nie umiem się uwolnić. Mam wrażenie, że stałam się więźniem, który rozpaczliwie wmawia sobie wolność. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam myśli wolne od ciebie. Zawsze jesteś w moim umyśle. W moim sercu. Niczym jakaś przeklęta drzazga, która przy każdym ruchu wbija się coraz głębiej, mocniej. Utkwiłeś na dobre. Teraz pozostaje mi jedynie wytrwać w tym stanie. Ale to cholernie trudne, wiesz? To mnie wykańcza... Gdzie idziesz? Nie, nie chcę herbaty. Nie, nie jestem chora. To ty jesteś chory... Widzisz? Znowu uruchamia się ten przeklęty mechanizm. Zostaw to krzesło!
 
Ciekawe, czy szaleństwo ma jakieś kolory? Tak się nad tym ostatnio zastanawiałam. Wydaje mi się, że każdy widzi inny kolor. Na przykład ty - jaki kolor widzisz? Tak, jak zwykle patrzysz na mnie z politowaniem. I z tym przeklętym uśmiechem. Robisz to specjalnie, bo wiesz, że się ciebie boję, kiedy się tak uśmiechasz. Pozwól, że zgadnę - ten kolor to czarny. Prawda? Tak, nic nie mówisz, więc chyba zgadłam. Czarne meble, czarne niebo, czarne kałuże, czarna krew, czarne żyły, czarny uśmiech... Pasuje do ciebie. Czarny. Jak noc. Jak dno studni. Jak pióra kruka. Jak źrenice. Ciekawa jestem, jaki kolor będzie miało moje szaleństwo.
 
Przestań. Odłóż to. Odłóż. Przestań... Kurwa, zostaw w spokoju ten nóż! Włóż go do szuflady. No dalej. Tam jest jego miejsce. Odłóż go. Długo mam ci to powtarzać? Nie rozumiesz, co do ciebie mówię? Porysowałeś blat. Widzisz? Powinieneś odłożyć ten nóż. Dobrze wiem, że jesteś zły. Rozumiem. Naprawdę, cholernie ciebie rozumiem, a teraz odłóż ten przeklęty nóż!
Wiesz, chyba stoję na granicy... A może leżę? Bo raczej jestem za słaba, żeby stać. I mam wrażenie, że każdy, kto obok mnie przechodzi, pluje na mnie. A jakiś głupi dzieciak wali widelcem w blaszany garnek tuż przy moim uchu. To potworne uczucie - tak leżeć bezsilnie na granicy szaleństwa. Boję się, że złapiesz mnie za nogi i przeciągniesz za nią, bo to jest nieuniknione. A wtedy nie będzie powrotu. Sami - w ciemnym lesie szaleństwa, pełnym krzeseł, którymi można uderzyć o ścianę. W powietrzu unosi się pewnie zapach zgnilizny i soczystej krwi, a każde drzewo ma wbity w pień nóż. Gady uśmiechają się upiornie, a ptaki drapią szponami... Już na zawsze tam zostaniemy, wiesz? Razem. W krainie szaleństwa.
 
(Sleepy Hollow)
 

2 komentarze:

  1. Nawet nie wiem jak wyrazić to co myślę po przeczytaniu tego rozdziału. Poruszył mnie, ale to chyba bardziej przez moje dzieciństwo, które wcale nie było kolorowe i wspomnienia. Nie ważne.
    Tak czy siak, jesteś drugą bloggierką, która potrafi mną wstrząsnąć. Nie będę snuć domysłów dlaczego ta dziewczyna tak a nie inaczej myśli.
    Cóż chyba już tylko napisać, że czekam na nową notkę i pozdrowić.

    Na Twój komentarz (homerowski-taniec) odpowiedziałam u siebie. Jeszcze raz dziękuję za odwiedziny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, świetne.
    To prolog do jakiegoś opowiadania? W sumie wątpię, ale szczerze jestem ciekawa jak byś to rozegrała. Czy po prostu chciałabym przeczytać coś jeszcze Twojego autorstwa. No, ale mniejsza.
    Wracając do rozdziału to tak jak mówiłam - świetny, trudno ubrać słowa wszystkie uczucia, które kłębiły się we mnie po jego przeczytaniu. Był niezwykły, chociaż początek wydał mi się trochę oklepany, reszta całkowicie ( i pozytywnie ) mnie zaskoczyła.

    OdpowiedzUsuń